foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Za nami kolejna, siódma jubileuszowa edycja Biegu/Rajdu na Orientację zButa. Impreza godna polecenia wszystkim, którzy lubią się zmęczyć i ubrudzić. Tym razem areną zmagań były lasy nieopodal Tulic. Organizatorzy zgodnie z  dewizą „Im trudniej, tym fajniej” nie oszczędzali zawodników i przygotowali naprawdę wymagająca trasę. Według mapy do odnalezienia mieliśmy 20 lampionów, czyli punktów kontrolnych poukrywanych w różnych ciekawych i trudno dostępnych miejscach. Dodatkowo poziom podniosła ekstremalna pogoda. Przechodzący właśnie nad Polską orkan Grzegorz nie dość, że mocno wiał to i sporo chmur deszczowych przyciągnął, z których obfity opad, co jakiś czas lądował na wędrowcach. Oprócz standardowego deszczu zacinającego w różnych kierunkach był śnieg w postaci kulek. Tulickie lasy mocno nasiąknięte deszczem zamieniły się miejscami w bagno, drogi zalane tak, że sucha stopą tego rajdu chyba żaden zawodnik nie przeszedł.

Teren, po którym się poruszaliśmy, co jakiś czas przecinała wstęga wijącej się Młynówki znanej, również, jako kanał Juranda, średniowiecznego cudu techniki inżynieryjnej, który w 1280–1320 został wybudowany przez Krzyżaków. Kanał długości blisko 30 kilometrów mający swój początek w jeziorze Dzierzgoń zasilał, bowiem w dawnych czasach fosy zamku w Malborku. Towarzyszył nam przez cały czas wyprawy pojawiając się zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. Deszcz spowodował na wielu odcinkach rzeczki dosyć mocne spiętrzenie wody, utworzyły się ciekawe rozlewiska, które trzeba było sforsować. Co niektórzy żeby dotrzeć do PK nie bali się wejść do mętnej wody i cieli przez rzekę niczym Traktory :)

Oprócz wodnych atrakcji zButa oferował standardowy zestaw czyli jak zwykle spore wzniesienia, wąwozy, krzaki, pokrzywy, jeżyny itp, itd. Dodatkowo okazało się że zwierzęta leśne też w tym dniu postanowiły trochę pobuszować … wieść niesie że dziki przegoniły kilka ekip nie dając odznaczyć się na PK.

Na miejsce startu, które przygotowane było w klimatycznej wiacie na skraju lasu w Tulicach przybyliśmy mocna ekipą. Dwójka debiutantów Barbara Sosna i Jacek Kmieć oraz dwójka stałych bywalców imprez cyklu, zButa czyli Arek Dylert i Maciej Frankiewicz. Punkt 10:00 po sygnale z myśliwskiego roku ruszyliśmy do lasu …. I się zaczęło. Barbara & Jacek marszem, Maciej & Arek biegiem. Juz od samego początku trzeba było wbić się w krzaki i prosto na górę oznaczoną na mapie diabełkiem... PK4 na wysokości 107,6 mnpm ... Najwyższy szczyt w okolicy. Takich górek było jeszcze kilka na przemian z dolinami....

Długo by opowiadać, co się działo w lesie, to trzeba samemu przeżyć. W sumie obie ekipy nakręciły sporo kilometrów w arcytrudnych warunkach, obie też dotarły na metę bez kompletu punktów... ale to nieważne ile się zdobyło PK, bo najfajniejsze w imprezie zButa jest samo szukanie, eksploracja niedostępnych obszarów, zabawa z kompasem, miarka i intuicją, (która prawdę mówiąc często zawodzi i potem okazuje się że jesteśmy w całkiem innym miejscu niż nam się wydaje)... Takie jest już BnO dla amatorów, weryfikuje na każdym kroku.

Na mecie jak zawsze czekała zupa gorąca i pożywna... Tym razem z aromatem naturalnego drewna... Delikatnie buczyną, a może lipą podchodziła... Pani Kierowniczka kuchni pewnie wie, czym w garze mieszała. Było ognisko, była herbata i ciasto.  Jednym słowem impreza godna polecenia, klimat przewspaniały... no i przygoda gwarantowana. Nie możemy się doczekać zimowej edycji jubileuszowej rzecz jasna. 

A i jeszcze jedna rzecz... Dobrze, że organizator wyposażył wszystkich w worki na śmieci... Miały być, co prawda na znalezione odpady w lesie... Ale doskonale się nadawały na wierzchnią odzież anty-wiatrową i anty-deszczową.... Zresztą większość zawodników doszła do tego samego wniosku po pierwszym ataku Grzegorza.

INFO - Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem