foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Imprezy biegowe organizowane przez Klub Sportowy ZANTYR od lat cieszą się niesłychaną popularnością. Wszystko jest zawsze dopięte na ostatni guzik, z bardzo fajnym klimatem który przyciąga biegaczy z wielu miast naszego regionu. W tym roku na biegaczy czekało kilka niespodzianek, zmieniono trasę , zrezygnowano z "kręcenia" pętli po mieście i wykorzystano fragment znanego z Zimowego Grand Prix odcinka wokół jeziora Sztumskiego. Zróżnicowana trasa i dosyć trudny technicznie fragment z podbiegami niejednemu zawodnikowi jeszcze długo pozostanie w pamięci. Kolejną nowością było zorganizowanie "Mistrzostw Polski Służb Więziennych" - w kategorii tej wystartował Jacek Manteufel.

Wrażenia jakie wywarł start w zawodach w sąsiednim Sztumie w bardzo barwny sposób opisała Agnieszka Jeromin. Trafny komentarz z perspektywy zawodnika oraz podsumowanie całej imprezy ukazuje jak ciekawą i atrakcyjną alternatywą może być majówkowe bieganie.

 

XXV Bieg Solidarności – czyli: „Czemu nigdy do tej pory nie biegłam w Sztumie?”…

Trzeci maja 2015 roku przywitał nas wszystkich ciepłą i piękną pogodą. Mając w pamięci poprzednie majówki – a to w domu pod kołdrą i z zapasem aspiryny w zasięgu ręki, a to na wyjeździe ze znajomymi, w trzech swetrach i kiełbasą zwiewaną z grilla przez podmuchy arktycznego wiatru, postanowiłam nie zmarnować ani chwili z tego idealnego dnia. Wygrzewając się na leżaku, rozmawiając z rodzinką i bawiąc się z szalonym psem psychicznie nastrajałam się na popołudniowe 10 kilometrów w Sztumie. Po głowie kołatała mi się tylko jedna niepokojąca myśl, – dlaczego nigdy do tej pory nie brałam udziału w żadnym sztumskim biegu? …

 Punkt 13:30 w towarzystwie naszej serdecznej przyjaciółki, ruszyliśmy z Bartkiem złocistą Albeą po odbiór pakietów startowych. Jak zwykle trochę nerwowo i niepewnie obserwowaliśmy pogodę i innych zawodników (przed startem większość z nich zawsze sprawia wrażenie twardzieli nie do pobicia). Co prawda to tylko 10 km, ale jak wiadomo nie wolno lekceważyć żadnego dystansu. Tradycyjnie, więc przybraliśmy nasze optymistyczne motto: „Obyśmy nie byli ostatni na mecie.”

Po starcie honorowym i przedstawieniu gości specjalnych biegu ustawiliśmy się w tłumie oczekując na rozpoczęcie. Wymiana miłych słów z Jackiem Manteuflem i Łukaszem Anaczkowskim, kilka słów „groźby” od Kamili Anaczkowskiej motywującej nas, niedzielnych biegaczy, słowami „Uważajcie, bo was zdubluję”, 3… 2… 1… i start! Po pierwszym zakręcie to, co mi pozostało, to znikające w oddali plecy mojego męża, który ewidentnie złapał dobry wiatr w żagle, gromadka „zachowawczych” biegaczy dookoła (czyli takich, którzy podobnie do mnie zaczynają wolniej niż powinni, tak na wszelki wypadek ;) ) i perspektywa dwóch okrążeni wokół jeziora podczas których będzie wiało, przysmaży słońce, spocę się, opluję i zmęczę… Dla mnie BOMBA!

Odpowiedź na nurtujące mnie od rana pytanie, „Czemu nigdy…?” Odnalazłam na pierwszym podbiegu – a raczej kilku następujących po sobie podbiegach po nawierzchni utwardzonej, „kocich łbach” oraz udeptanej drodze z czyhającymi na moje kostki kamieniami. Po mentalnym skarceniu się kilkoma ostrymi słowami, których dla przyzwoitości tu nie przytoczę, a także po mocnym postanowieniu zawarcia treningowej przyjaźni ze słynną Góralską w Malborku, zacisnęłam zęby i uruchomiłam autorską technikę biegową pt. „Tupot małych stóp” (wbitą do mojej upartej głowy dawno temu przez Bartka). Podczas, gdy wielu biegaczy przyspieszało, żeby jak najszybciej pokonać podbieg (a na jego końcu wielu robiło „Puffffff” i stawało w miejscu lub przechodziło do marszu), ja zwalniałam, skracałam krok i oddech, a następnie z gracją i wdziękiem Freda Flinstone’a wymijałam kogo się dało.

Nie ukrywam, po pierwszym kółku miałam dość i nabrałam podwójnego respektu do trasy. Jednak szybko wzięłam się w garść, napiłam wody i przybiłam piątki z kibicującą rodzinką Dylertów (dziękuję, Kochani!) - a nic tak nie dodaje skrzydeł, jak mały Filip krzyczący „Brawo Ciocia! Biegnij!” Ku własnemu zaskoczeniu zaczęłam wyprzedzać na trasie coraz więcej osób, w tym zziajanych „twardzieli” ze startu, a wtedy na dobre wrócił mój dobry humor. Z nim już łatwo było pokonać ostatni podbieg i w całkiem niezłym stanie dobiec do mety. Medal na szyi, oklaski, uśmiech od ucha do ucha… I O TO CHODZI!

Wiem, to „tylko dyszka”, a piszę jak o maratonie górskim… Ale zdecydowanie to była TA dyszka, która utwierdziła mnie w przekonaniu, żeby każdą trasę traktować poważnie, bo może być ciężko. Trasa była wymagająca, a pogoda miała zdecydowanie problem, żeby się określić – na zmianę wiało chłodem i paliło słońce. Ale naprawdę było warto – bieg miał fajny klimat, organizacyjnie piątka z plusem, no i jak by nie było…. Kolejne 10 kilometrów bliżej do Księżyca

… Tyle moich (dosłownie i w przenośni) wypocin. Podsumowując, gratulacje dla wszystkich biegaczy z Grupy Malbork, którzy wzięli udział w XXV Biegu Solidarności w Sztumie. A byli to:

- Jacek Jakusik (43:00), - Marek Dackiewicz (43:17), - Damian Zawadzki (43:37), - Jacek Manteufel (44:06) - VIII miejsce w kat służb więziennych M0-34, - Kamila Anaczkowska (46:24) - rekord życiowy i III miejsce w kat. K20, - Bartosz Jeromin (50:12), - Łukasz Anaczkowski (52:50), - Agnieszka Jeromin (53:27)

AGNIESZKA JEROMIN :)

foto: Frankiewicz Maciej & Sławomir Wiechowski

 

GALERIA FOTO (LINK): SŁAWOMIR WIECHOWSKI

 

RELACJA TV MALBORK Z IMPREZY

 

INFO - Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem