foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Tak tak tak  Adaś,  biegniemy na 1:30 ...

         

Foto. Anna Frankiewicz, Marek Mróz

Klubowy wyjazd na Półmaratonu w Pile jest corocznym „rytuałem” w naszym klubie, ponieważ to właśnie tam zrodził się wśród kilku zapaleńców, pomysł utworzenia w Malborku amatorskiego klubu biegacza zrzeszającego amatorów i pasjonatów tej dyscypliny. W niedzielę 8 września 2013r. po raz czwarty wystartowaliśmy w Pile jako Grupa Malbork, a po raz trzeci oficjalnie i z roku na rok jest nas tam coraz więcej. Cieszy również fakt że Półmaraton staje się osiągalnym celem dla coraz większej grupy amatorów, staje się wyzwaniem, często kolejnym krokiem na drodze do maratonu. W tym roku o debiut na tym dystansie właśnie w Pile pokusiło się aż 5 osób z naszego miasta. Miło nam jest również że do naszego wyjazdu przyłączyli się biegacze z 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku, Krzyżacy z Malborka i biegacze z zaprzyjaźnionej grupy Biegający Tczew. W moją opowiastkę wplotłem również wrażenia jednego z debiutantów :)


Półmaraton to bardzo ciekawy dystans pod wieloma względami, jest wymagający pod względem odległości - wymaga odpowiedniego rozłożenia sił ale i pozwala na rozwijanie większych prędkości jak w klasycznym maratonie. Zlekceważony potrafi jednak skarcić solidnie nadgorliwego biegacza, choć nie tak bardzo jak wspomniany królewski dystans. Ukończenie go daje sporo pozytywnych emocji i staje się dla wielu konkretnym celem w treningu, etapem w pracy nad własną formą lub wielkim nieosiągalnym wcześniej wyzwaniem.


Naszą niedzielną przygodę pod tytułem Piła 2013 rozpoczęliśmy we wczesnych godzinach porannych, od zebrania zamówionym autokarem przysypiających i ziewających biegaczy w dwóch punktach miasta, po czym wygodnie rozsiadając się w fotelach ruszyliśmy w brzask dnia w kierunku Piły. Droga nie była oczywiście nudna, kilka postojów na uzupełnienie płynów i rozprostowanie kości, eksperymenty dydaktyczne, oraz ciekawe dyskusje i rozmowy na tematy około biegowe wypełniły większość trasy.

Do Piły dotarliśmy na około dwie godziny przed startem i po zaparkowaniu naszego rydwanu zabraliśmy się za... montaż naszych klubowych flag, cóż teren trzeba zaznaczyć a promocja klubu i miasta w jednym była znakomita. W tym miejscu pragnę podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w zbiórce funduszy na nasze flagi prowadzonej podczas „Pikniku z Grupą Malbork” - wasza pomoc pozwoliła nam na zakup dwóch masztów, które w przyszłości bardzo się przydadzą :)

Po zamieszaniu z montażem podstaw, w których bardzo pomógł nam życzliwy Pan kierowca użyczając odpowiednich śrub i ich sprawdzeniu przez naszego najmłodszego adepta biegania Adasia, ruszyliśmy w kierunku biura .

"Debiutant - XXIII Półmaraton Philipsa w Pile był moim pierwszym oficjalnym biegiem na tym dystansie. Niesiony zapewnieniami przyjaciół, że bieg ten jest bardzo fajny, okraszony niesamowitą atmosferą, postanowiłem w nim wystartować. Przygotowywałem się do niego fizycznie i psychicznie od lipca, od chwili, w której zapisałem się na tą imprezę. Po miesiącu okazało się, że w związku z moją sytuacją życiową :) przygotowania fizyczne troszkę podupadły. W sierpniu kilka krótkich wybiegań, w tym jedno w pięknych okolicznościach przyrody w podróży poślubnej, potem remont mieszkania i przygotowania psychiczne do biegu przerodziły się w strach. Czy dam radę, jestem totalnie zmęczony, wszystko mnie boli, nie przebiegnę. Plany na osiągnięcie dobrego wyniku przerodziły się w plany "aby przebiec ten dystans". Jednak intensywne myślenie w przeddzień biegu (w trakcie wynoszenia mebli z domu, zrywania tapet, pakowania szpargałów itd.) coś dało... W trakcie biegu bardzo pomógł mi mój osobisty pacemaker Wlamo, bez którego 15 kilometrów było by na pewno trudniejsze. Postanowiliśmy pobiec na czas 1:50:00. Bieg udało się ukończyć z czasem 1:46:40, dalej nie wiem co powiedzieć, bo wywiera we mnie to niesamowite emocje. Był to jak na razie najważniejszy bieg w mojej krótkiej karierze biegacza. Pozdrawiam i życzę każdemu takich samych przeżyć podczas finiszu w każdych zawodach. Paweł Szymkowiak"


Po odebraniu pakietów, (tutaj ukłon w stronę Jarka z Żor, - zapisał, opłacił i odebrał pakiety dla dwóch osób od nas, które zdecydowały się na start w ostatnim momencie a można tego dokonać były tylko do soboty) udaliśmy się do naszej auto - szatni w celach wiadomych. Każdy w skupieniu zakładał wszystkie elementy stroju, koszulkę, skarpetki, przypinał numer startowy, tego dnia i w takim momencie po prostu wszystko musi być idealnie... Ostatnie poprawki, "montaż" żeli energetycznych w pasach ( czasem bardzo autorski jak na przykład u Tomka  ) i ruszyliśmy wszyscy w stronę startu, wspierani mocą „Syna Salomona” :)


Napięcie rosło z każdą chwilą, cóż ponad 2400 osób na starcie robi wrażenie, szczególnie na debiutantach, a naprawdę ilość kibiców i oprawa biegu była na wysokim poziomie. Po wspólnym odliczaniu 10... 9.... 8....  i wystrzale ruszyliśmy na trasę 21 kilometrów i 97 metrów.

Zacząłem bardzo spokojnie, chyba za spokojnie pamiętny odciskowych wrażeń z Ciechocinka zdecydowanie za bardzo skupiłem się na nogach... Początek biegu rozpocząłem z Alicją, Maćkiem i Arkiem - starałem się trzymać ich tempo jednak stopniowo się oddalali... Cóż jak to mówi Franek – ktoś musi być ostatni... 

Na dalszy plan zszedł mój chytry plan złamania 1:40, a i dodatkowo spora część trasy w akurat tego dnia dość mocno grzejącym słońcu nie zachęcała do wrzucenia biegu wyżej i działała zdecydowanie demotywująco na mój układ napędowy.


Pierwsza z trzech pętli, najkrótsza minęła szybko, równa i płaska jak stół trasa zachęcała do biegu, jednak moje kończyny dolne nie chciały współpracować ani ze sobą ani ze mną. Na początku drugiej pętli doszedł a w zasadzie dobiegł mnie Robert, który tego dnia debiutował w półmaratonie. Biegliśmy spory odcinek razem mijając po drodze Anię, Agatę, Łukasza, Adasia i Patryka, którzy dzielnie wspierali nas w wysiłku. Druga pętla minęła równie szybko choć była dłuższa od pierwszej, ja jednak nadal kombinowałem szukając chyba niepotrzebnie problemów z nogami. Kolejną cześć trasy biegłem przez chwilę z Agnieszką i Darkiem, biegli równo i lekko... hymmm w sumie to wszyscy oprócz mnie, dookoła biegli równo i lekko !!! Zacząłem kombinować co robić, tempo oscylowało w granicach 4:40 – 4:45 ale garmin się uparł i wskazywał co chwilę wartości na granicy czterech minut lub ponad pięciu, przez moment miałem ochotę go wyrzucić, na szczęście tylko przez chwilę :)

W okolicach 10 kilometra był nawrót tzw. agrafka, na którym zobaczyłem że wcale nie mam sporej straty do  grupy biegnącej z pacemakerem na 1:40, czas na półmetku nie był aż taki zły, a zaraz za balonami biegło kilku naszych czerwonych z GM. Chyba dopiero wtedy zacząłem biec, przestałem zwracać uwagę że coś dokucza, że chyba za mocno zawiązałem lewy but, że kabelek od słuchawek Ania zapięła mi nierówno, że pas z numerem lekko przekręcił się na prawo, zacząłem po prostu biec.

Piła obfituje w zakręty, lubię takie trasy ponieważ długie proste w nieskończoność zdecydowanie mnie spowalniają, postanowiłem to wykorzystać. Niesiony dopingiem w słuchawkach od Jacka i Łukasza, oraz rymami z pogranicza Rammsteina, Def Leppard i U2 wrzuciłem wyższy bieg. Starając się chwytać maksymalnie skąpe ilości cienia i wodotryski ustawione przez Straż pożarną pomału mijałem kolejne osoby. Z rytmu biegu wybijały mnie ale i innych biegaczy fatalnie w tym roku zorganizowane w Pile punkty odświeżania... zamieszanie, ich oddalenie od trasy oraz niemożliwość zrozumienia przez organizatorów biegów że NIKT nie nadąży nalewać wody do kubków wystarczająco szybko, budzi zawsze moje szczere zdziwienie. A wystarczy zobaczyć jak się to robi np. w Belinie, tam przebiega 45000 tysięcy ludzi i wszyscy są zadowoleni :)  To na szczęście jedyny mankament jaki zauważyłem na tej imprezie, cóż... skrzywienie zawodowe jest ode mnie silniejsze.


Ostatnie moje kilometry to „pogoń” za Agnieszką, nie żebym chciał ją wyprzedzić, ale biegła lekko a mi plątały się nogi a przynajmniej miałem takie wrażenie że zaraz się przewrócę. W granicach 19 – 20 kilometra rozpocząłem nierówną walkę z mnożeniem sekund i dzieleniem ich na minuty, analizując w ile będziemy na mecie, baloniki były blisko... 1:40 nie złamiemy ale będzie dobrze.

Ostatnie 500 metrów to moje mniej lub bardziej mądre okrzyki dające mocy Agnieszce, pobiegła pięknie do mety, zmuszając mnie i moją ambicję do mocniejszego pokręcenia nogami.

Po minięciu mety jedną z pierwszych czynności jakie pamiętam było zanurzenie przegrzanej jednostki centralnej w basenie z zimną wodą, tym razem nie było tak aż źle jak w Kretowinach, bo pamiętałem żeby wyjąć słuchawki :)


Po biegowy obóz na trawie naszej paczki stopniowo się powiększał, Krzysiek który był z nas najszybszy i depczący mu po pietach młodzi adepci GM zdążyli już mlasnąć makaron, po który również grzecznie się ustawiłem. Po zebraniu wszystkich, podzieleniu się gorącymi wrażeniami z trasy, gratulacjami za osiągnięte wyniki, szczególnie w debiutach zebraliśmy się pomału na kolejny punkt naszej wycieczki, czyli wspólny obiad. Warto wspomnieć również o tradycyjnym prysznicu z Lidla, było bardzo wesoło :)

Na integracyjne spotkanie wybraliśmy tym razem hotelik pod Piłą w Dobrzycy, w doborowym towarzystwie mogliśmy nadrobić spalone kalorie i uzupełnić wypocone na trasie płyny.


Droga powrotna minęła szybko, zdecydowanie za szybko podobnie jak pyszne ciasto Joasi z BT :) Wspólne żarty, dyskusje i anegdoty dodają kwintesencji takim wspólnym wyjazdom. Łącząc pasję, przyjaźń i wsparcie nie tylko na treningach stajemy się silną biegową rodziną. Razem można wiele, łatwiej jest pokonać trudności, zmotywować się, wyjść biegać kiedy pada deszcz, lub pojechać do lasu o 4:00... Cóż, to nie tylko magia biegania to po prostu Magia Grupy Malbork. A za rok znów tam wrócimy :P  Pozdrawiam - Marek Mróz.

Wyniki naszej Paczki i Przyjaciół GM

Kobiety:

  1. Alicja Fiałek – 1:39:11 RŻ
  2. Agnieszka Stolarów – 1:40:17 RŻ
  3. Kamila Anaczkowska – 1:55:56 RŻ
  4. Agnieszka Jeromin – 2:07:17
  5. Wioletta Sulej -2:26:56
  6. Joanna Dobrzycka - 2:04:09 Biegający Tczew

Mężczyźni

  1. Daniel Taras – 1:15:38 – 22 BLT
  2. Krzysztof Barcikowski – 1:19:35 RŻ
  3. Tomasz Nowacki – 1:30:55 RŻ
  4. Krzysztof Barnaś – 1:32:51 Debiut
  5. Tomasz Molenda – 1:32:56
  6. Tomasz Dobrzycki – 1:34: 56- RŻ – Biegający Tczew
  7. Jacek Jakusik -1:36:50
  8. Jacek Manteuffel – 1:38:05
  9. Maciej Frankiewicz – 1:38:54
  10. Arkadiusz Dylert – 1:40:03
  11. Andrzej Głąb -1:40:04
  12. Marek Mróz – 1:40:25
  13. Dariusz Badowski –1:41:24
  14. Robert Stolarów – 1:43:18 - Debiut
  15. Karol Pikała – 1:43:47 RŻ - Malbork
  16. Paweł Szymkowiak – 1:46:40 – Debiut
  17. Bartosz Jeromin – 1:47:40 RŻ
  18. Artur Bieszke – 1:49:56 RŻ – Malbork
  19. Jerzy Jaskot – 1:50:35 - Malbork
  20. Wojciech Tołkacz – 1:50:55 RŻ
  21. Arek Matejuk – 1:51:34 RŻ - Malbork
  22. Sławomir Kosecki – 1:59:18 - Malbork
  23. Maciej Wlazło - 2:07:23
  24. Lesław Wroński - 2:13:53 - Debiut - Malbork.

INFO - Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem