foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Wielu z nas miało już okazję "posmakować maratonu". Wielu z nas zmagało się z królewskim dystansem w mieście i w terenie. Każdy z nas wie że, odległość od startu do mety mająca ponad 42 kilometry robi niesamowite wrażenie szczególnie jeśli widzimy ją rozrysowaną na mapie.... niekończąca się linia, ciągle do przodu, w nieznane .... Tam gdzie trafił Przemek wszystko było inne... oglądaliście "Dzień Świstaka"? Chcecie się poczuć jak chomik na karuzeli? .... zapraszam do przeczytania artykułu ... :)

 

 

"O imprezie w trakcie, której, biega się w kółko na parkingu centrum handlowego, po raz pierwszy usłyszałem w trakcie Mistrzostw Polski w Biegu 24 godzinnym. Nie sądziłem wtedy, że będę w niej uczestniczył, ale nie ukrywam, że oczy mi się zaświeciły a serce mocniej zabiło na myśl o bieganiu w takich warunkach. Wielu biegaczy, jeśli niezdecydowana większość, na myśl o bieganiu w pętli, jak chomik w karuzeli, dostają białej gorączki, dla mnie jest to jednak mocna frajda. Splot pewnych wydarzeń oraz chęć przeżycia czegoś nowego, sprawiły, że 23 stycznia bieżącego roku moja noga stanęła na czeskiej ziemi, bym dzień później mógł uczestniczyć w Budejovickim maratonie odbywającym się w markecie.


Do naszych południowych sąsiadów wybrałem się z KZK, która poza miłym towarzystwem zapewniła oprawę fotograficzną biegaczom, oraz z czwórką znajomych biegaczy z różnych zakątków Polski ( Iza, Darek, Dominik i Witek ). Na miejsce przybyliśmy w piątek w późnych godzinach popołudniowych po odbyciu 16 godzinnej podróży autobusem oraz pociągiem. Choć zmęczenie było bardzo odczuwalne, nie omieszkaliśmy wyruszyć do miasta by zjeść  posiłek, który będzie adekwatny do wysiłku, który mieliśmy podjąć następnego dnia. Po ciężkich bojach znaleźliśmy średniowieczną karczmę, gdzie mogłem spożyć zupę czosnkową oraz ziemniaki zapiekane z brokułami. Nie był ta uczta moich marzeń, ale jak się okazało następnego dnia, wystarczyło mi paliwa na 42 kilometry, czyli 64 pętle wiodące przez podziemny parking. Nadeszła upragniona sobota, oraz dzień startu. O godz. 8: 00 poszliśmy odebrać pakiety startowe gdzie mogłem po raz pierwszy ujrzeć trasę, po której miałem biegać maraton.

Po odebraniu pakietów udaliśmy się do hotelu, który mieścił się po drugiej stronie ulicy i tam przebraliśmy się w nasze uniformy startowe. Chwile przed zaplanowanym startem, przebiegliśmy przez ulicę i taki w ekspresowym tempie znaleźliśmy się na linii startu. Chciałem biec rekreacyjnie i dla zabawy i tak też się stało, lecz zachodzę w głowę skąd w tym wszystkim się wzięło tempo poniżej 5: 00 /km.


Miałem cichy cel pobiec poniżej 4 godzin, ale z racji tego, że noga "dobrze zapodawała" pozostałem przy tempie, które towarzyszyło mi od samego początku. Gdzieś w okolicy 15 kilometra musiałem zrzucić z siebie górną warstwę odzienia, gdyż koszulka zaczęła mnie lekko uwierać. Nie każdy, może powiedzieć, że biegł w styczniu maraton bez koszulki ( chyba że Grzegorz Niwiński ).

Kilometry uciekały niezauważenie, a obserwując międzyczasy pojawiające się na ekranie po każdym okrążeniu, nagle doszedłem do wniosku, że biegnąc tym tempem, jestem w stanie pobiec maraton na pograniczu życiówki. Postanowiłem się, więc tego trzymać i realizowałem swój plan, co jakiś czas zajadając żurawinę i rodzynki, które serwowała mi Madzia w przerwie robienia zdjęć. 

W efekcie udało mi się ukończyć maraton w 3 godziny 25 minut i 55 sekund, poprawiając wynik życiowy o 21 sekund. Jak to powiedział Dominik, rekordy życiowe pobijam małymi krokami jak Siergiej Bubka ;)

Euforia i szczęście, przeplatało się ze zmęczeniem, bo nie ukrywam na ostatnich kilometrach musiałem dać z siebie troszkę więcej niż luźne wprowadzanie nóg w ruch naprzemienny. Nie od razu jednak uciekłem do hotelu i dalej uczestniczyłem w biegu, kibicując pozostałym reprezentantom Polski. Jako pierwsza, swoje zmagania zakończyła Iza, która zajęła 3 miejsce w swojej kategorii, a kolejno za nią na metę wbiegali Witek, oraz Darek i Dominik, którym towarzyszyliśmy na ostatnich okrążeniach. 

Nie będę opisywał, co robiliśmy po maratonie, bo to jest oddzielna historia ściśle związana ze zwiedzaniem Czeskich Budziejowic oraz Pragi, w której wylądowaliśmy następnego dnia. 

Minęły 3 dni od startu w maratonie, a ja już odliczam dni do następnego biegu w podziemiach marketu. Pomimo tego, że podróż zajmuje bardzo dużo czasu i jest niewątpliwie męcząca, za rok tam wrócę by móc się trochę pokręcić. Czasem warto się wychylić po za własne podwórko, by poznać coś nowego, zobaczyć ludzi podobnie zakręconych i świetnie rozpocząć nowy sezon startowy. Teraz  czeka mnie dużo pracy, ponieważ za miesiąc z hakiem, zamierzam pobiec 10 maratonów z Ryszardem Kałaczyńskim, wspierając go w pobijaniu Rekordu Guinessa."

INFO - Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem