foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Jak to jest przebiec jeden maraton? Ile przygotowań? Ile dni treningowych by sprostać wyzwaniu 42 kilometrów. Królewski dystans nie wybacza tym, którzy go lekceważą, nie wybacza tym, którzy myślą, by go oszukać.... Ktoś kiedyś powiedział, że maraton to 30 kilometrowa rozgrzewka i 12 kilometrowy bieg, na którym cała prawda o zawodniku wyjdzie po przekroczeniu magicznej granicy 30 kilometra... Maraton to walka z kryzysem lub jak kto woli ze ścianą, to walka z własną świadomością, walka z organizmem, który ciągle mówi stop, stop... Stop !!!, już dalej nie zrobię ani jednego kroku. Każdy z nas wie, że maraton to nie przelewki, to nie przysłowiowa "herbatka u cioci".... Każdy nas to wie..... A czy ktoś pomyślał by przebiec 10 maratonów dzień po dniu? 10 Razy 42 kilometry...Codziennie?.... No właśnie.... Okazuje się, że są tacy, co podejmują takie wyzwania... A i są tacy, którzy za cel postawili sobie przebiec codziennie maraton.... I tak przez cały rok.... Ten reportaż jest właśnie o nich..Długodystansowcach.... Zapraszam do relacji Przemka Ignaszewskiego z jego wyprawy do Wituni. ..."Franek"

 


 10 MARATONÓW

Pomysł przebiegnięcia 10 maratonów narodził się w zeszłym roku przy okazji spotkania z Izą Dziedzic, która miała podobny zamiar. Wybór miejsca, gdzie to mogliśmy zrealizować nie był trudny. Wiedzieliśmy, że będzie to Witunia, a nasze kroki biegowe będziemy stawiać wraz z Ryszardem Kałaczynskim, który postanowił przebiec 366 maratonów w 366 dni. Osoby, które obracają się w świecie biegowym nie muszę bliżej przedstawiać tej postaci, mogą się jednak znaleźć tutaj osoby nie znające Rysia i z racji tego pozwolę sobie zacytować kilka słów o nim

 

"Jest znanym i cenionym w Polsce jak również na świecie maratończykiem oraz ultramaratończykiem. Przygodę ze sportem rozpoczął od dyscypliny podnoszenia ciężarów, jednak po pewnym czasie zakupił buty do biegania i udał się na swój pierwszy trening biegowy. Tak rozpoczęła się kariera biegacza długodystansowego. W swoim dorobku maratońskim ma na koncie ponad 90 przebiegniętych maratonów w tym 17 ultramaratonów oraz 10 krotny udział w najtrudniejszym biegu świata-maratonie greckim SPARTATHLON. Niewątpliwie największym dotychczas wyczynem biegowym Ryszarda Kałaczyńskiego jest INDYWIDUALNY BIEG PRZEZ POLSKĘ, w którym pokonał on trasę z Zakopanego do Sopotu – 800 kilometrów zaledwie w 7 dni. Być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że na co dzień jest on rolnikiem, hodowcą trzody chlewnej w małej wiosce Wituni położonej niedaleko Więcborka. Po wielu godzinach pracy w gospodarstwie rozpoczyna on trening. Najczęściej trenuje wieczorami a nawet późną nocą. Trening składa się z biegu na odcinkach od 20 do 50 kilometrów. Uzupełnieniem treningu biegowego jest trening siłowy ze sztangą oparty na bojach technicznych stosowanych w podnoszeniu ciężarów. Dzięki temu jak dotychczas został dwukrotnie złotym medalistą Mistrzostw Polski w podnoszeniu ciężarów. W 2008 roku odegrał główną rolę w filmie dokumentalnym OSTATNIA PROSTA zrealizowanym przez TVP Polonia, którego akcja rozgrywa się w Grecji podczas maratonu – SPARTATHLON."

14 marca wraz z Izą widoczną na zdjęciu powyżej, przystąpiliśmy do naszego pierwszego z 10 maratonów. W ramach przybliżenia Wam tego co się ze mną działo, starałem się codziennie pisać choć jedno zdanie, by nie opuścić niczego.

Dzień 1 

Pierwszy maraton spośród dziesięciu zaplanowanych, był bieganiem na rozgrzewkę i przetarcie szlaku. Z racji tego, że Wojtek który postanowił tego dnia zrobić swój pierwszy w życiu maraton, biegliśmy z nim bardzo zachowawczo ale przy akompaniamencie bardzo głośnego śmiechu. Tempo, którym się poruszaliśmy sprzyjało konwersacji, a fakt że nie ma limitu czasowego na ukończenie sprawiał że nie odczuwaliśmy żadne presji. Bieg zakończyliśmy z czasem 4:52:xx . biorąc pd uwagę profil trasy, uważam że Wojtek jako debiutant odwalił kawał bardo dobrej roboty.

Dzień 2

Drugi dzień postanowiłem spędzić z Jankiem, który od pewnego czasu nazywany jest moim ojcem z racji podobnych fryzur ( podobno nic nam w życiu tak nie wyszło jak włosy - mamy rzadko spotykane ) Ten dzień był bardziej dynamiczny z racji prędkości jakie rozwijaliśmy na niektórych odcinkach trasy. Oczywiście tak jak poprzedniego dnia wraz z naprzemiennym krokiem pojawiało się dużo śmiechu, ale to już chyba nieodłączny element tej trasy. Gdyby trasa była prosta i łatwa, międzyczasy wskazywały, że spokojnie złamiemy 4 godziny, ale nic bardziej mylnego, metę przekroczyliśmy dopiero po 4:11:xx.

Dzień 3

Dziś kolejny dzień zmagań, na razie leżę z nogami wyciągniętymi na łóżku i wykorzystuje każdą minutę na regenerację..za kilka godzin okaże się jak zareaguje moj organizm na 3 maraton. 

Udało się - żyję i mam się całkiem dobrze. Wbrew moim obawom, ten maraton przebiegł zdecydowanie bardzo dobrze, a moje samopoczucie jest na bardzo dobrym poziomie. 

Dzień 4 

Leżąc na kanapie po przebiegnięciu 4 maratonu, myślę sobie jak to będzie po gdy przelecę połowę założonego dystansu? Śmiem twierdzić, że takie pytanie będzie mi towarzyszyło aż do 10 dnia. Jeśli miałbym napisać, jak mi się dziś biegało, odpowiedź będzie bardzo krotka : DOBRZE ! Jak się czuje? Bardzo DOBRZE :) 

Dzień 5

Nawet nie wiem kiedy i jak to się stało, że moje nogi pokonały już dystans 5 maratonów. biorąc pod uwagę moje samopoczucie, podejrzewam że zepsuły mi się nogi. Nie odczuwam bólu zmęczeniowego, nie dopadają mnie żadne kryzysy, stan psychofizyczny oceniam na bardzo dobry. Wystawiłbym ocenę celującą, ale czasem się męczy gdy przychodzi mi biec pod wiatr. Dziś odebrałem bardzo ważną lekcję od Rysia, który zwrócił uwagę na technikę biegu przy pokonywaniu takich dystansów. Sprawdza się ! Piaty maraton okazał się najlżejszym.

Dzień 6 i 7

Zmagania z szóstego i siódmego dnia postanowiłem umieścić w jednym wpisie gdyż, te dwa dni jak Dzień Świstaka, były bardzo podobne do siebie, żeby nie powiedzieć takie same. Bieganie, bieganie oraz nieustanne bieganie w tempie które bardzo odbiegało od sprintu. 

Dzień 8

Ten dzień różnił się nieco od pozostałych, choćby z racji zacnych gości, którzy przybyli z Grudziądza by towarzyszyć nam w trakcie maratonu. Po 8 dniach rozłąki, miło było zobaczyć się z Madzią oraz z wesołym teamem biegającym. Z tego miejsca dziękuję za pozytywną energię, którą wnieśliście w moje wyzwanie.

Dzień 9

Pojawia się pierwszy kryzys oraz pierwsze zwątpienie. Nogi zaczynają wysyłać sygnały, że 8 przebiegniętych maratonów to nie jest spacer "wokół komina" i że może coś zaboleć. W trakcie biegu analizowałem swoje poczynania i kroki i doszedłem do wniosku, że przyczyną bólu "achillesa" może być zrywanie tempa i bezsensowne szybkie odcinki. Nad ostatnim biegiem zawisły czarne chmury, które wskazywały że lekko nie będzie. Wiedziałem, że się nie poddam a wizja ostatniego maratonu pokonanego w tempie spacerowym nie odpowiadała mi w ogóle. 

Dzień 10 

Poranek jak w amoku pokonywałem kuśtykając pomiędzy łóżkiem a kuchnią. Nie wiedziałem jak będzie, ale wiedziałem że nie będzie lekko. Wyruszyłem na  start i podjąłem się zamknięcia 10 dniowego projektu. Bieg zacząłem bardzo zachowawczo, trzymając się z tyłu grupy, cały czas obserwując swoją nogę. Może adrenalina, a może maść rozgrzewająca sprawiły że nie odczuwałem żadnego bólu. Bieg udało się ukończyć bez żadnej awarii - szczęśliwie. 

Projekt, który dla niektórych był szaleństwem, dla mnie był sprawdzianem, nauką i chwilą łapania doświadczenia od wytrawnego ultramaratończyka. 10 dni nauki nie jest okresem, który nie powala na kolana, ale jeśli jest dobry nauczyciel i uczeń, który chłonie wiedzę jak gąbka wodę - SUKCES murowany. Dowiedziałem się jak ekonomicznie biegać i czego nie robić by nie przytrafiały się urazy w trakcie biegu. Miałem okazję, by zaobserwować swój organizm i to jak reaguje na długotrwały wysiłek. Wyjazd do Wituni nauczył mnie pokory, oraz jeszcze większego szacunku do dystansu, którego zamierzam się podjąć. Kończąc tę szybką relację, chciałbym serdecznie podziękować Izie, z którą było mi dane spędzić te 10 dni. Masz rację Koleżanko, to że byliśmy tam razem, pozwoliło nam łatwiej znieść nasze wyzwanie. Kolejne podziękowania należą się Rysiowi, który dla mnie jest człowiekiem z tytanu i osobą, która posiada niezliczone pokłady energii i wiedzy treningowej. Serdeczne podziękowania, składam wszystkim życzliwym osobom, które było mi dane poznać w tych dniach. Wszyscy jesteście fantastyczni, swoją pozytywną energią, determinacją biegową zarażacie i dajecie niezłego kopa. Podsumowując swój projekt, oceniam go na ocenę bardzo dobrą i po raz kolejny krzyczę: NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE !!!

 foto: H.Bachusz.

INFO - Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem