KLUB BIEGACZA GRUPA MALBORK - III ONICO GDYNIA PÓŁMARATON - RELACJA ZAWODNIKÓW - 18.03.2018

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

18 marca w Gdyni odbył się po raz trzeci masowy bieg na dystansie półmaratonu. 3  ONICO GDYNIA PÓŁMARATON na stałe wpisał się już w kalendarz biegów naszego regionu. Impreza ta jest jedną z najbardziej popularnych na Pomorzu. Trzeba dodać, że w 2020 roku półmaraton będzie areną zmagań Mistrzostw Świata. W tym roku wystartowało blisko 6000 zawodników. Pogoda raczej nie rozpieszczała, było mroźno, aczkolwiek świeciło słońce, co rekompensowało niedogodności temperaturowe. Tradycyjnie na starcie stawiliśmy się i my... Mieszkańcy malborka. Nasza ekipa przyjechała autobusem, wielu przybyło indywidualnie. Każdy z nas z pozytywnym nastawieniem na dobra zabawę i walkę do samej mety. Co się wydarzyło się na trasie? Jak przebiegały przygotowania i start? Kto wykręcił "życiówkę" i jakie miał problemy podczas biegu?... Dowiecie się z reportażu. Zapraszamy....  :)

 

- MARCIN TUR -

Półmaraton w Gdyni wpisał się już na stałe do mojego kalendarza, to była moja trzecia edycja, czyli od początku jestem mu wierny. Ale, może zacznę od początku. Dzionek rozpocząłem od ... owsianki, ogarnąłem się i ruszyłem na zbiórkę pod „Brico”. Ekipa już czekała przy autobusie. Dodam że, był to mój pierwszy wyjazd grupowy odkąd zacząłem na nowo biegać oraz debiut na dużej imprezie w nowych barwach klubowych. Droga do Gdyni w fajnej atmosferze minęła szybko, udało nam się zaparkować blisko Skweru Kościuszki. Pierwszy temat do załatwienia to ... Toi Toi (mały stresik się pojawił :) ). Po powrocie do autobusu szybka zmiana ubioru i ruszyłem na rozgrzewkę, bo do startu zostało już mało czasu. Rozgrzewka w doborowym towarzystwie Bartosza Mazerskiego mojego „trenejro” trochę się przeciągnęła. Dopiero o 9:45 wpadłem do autobusu żeby zostawić ciuchy i przebrać się na start. Potem sprintem do strefy A1. Start pierwszej fali punkt 10:00. W głowie kłębiły się myśli i pytania …”zaraz się zacznie walka, czy uda się zrealizować ambitny plan przebiegnięcia 21,097 km w 01:18?”

Te wszystkie rozważania przerwał spiker, zaczął odliczać 10.. 9.. 8.. 7.. 6.. 5.. 4.. 3.. 2..1... i START, ruszyliśmy !!!!

Pierwsze wrażenie, czuje się bardzo dobrze, biegnę razem z "pejsami" na 1:20 i jakoś idzie. Czar pierwszych kilometrów szybko pryska, bo już na 5 km czuje się ciężko, dodatkowo pojawiły się czarne myśli …„Nie uda się dzisiaj powalczyć o dobry czas”. Każdy wie, że głowa biegacza jest bardzo ważna, motywowałem się w myślach „Marcin przepracowałeś ciężko całą zimę i jak nie teraz to kiedy ?”... udało mi się przekonać do wysiłku. „Czas zacząć walczyć !!!” …Uciekam od „pejsów” i biegnę chwile sam. Dochodzi do mnie jakiś koleś, pytam: …na ile lecisz?  …a on, … sztafetę biegnę !!! Patrzę na zegarek, a tam tempo 3:41 … myślę, trochę szybko :) Delikatnie zwolniłem, bo było po górę. Dalej lecimy z górki, na 8 km po ….3:34 !!! „To o wiele za szybko” … „zagotuje się”. Przy Batorym widzę znajomą twarz, to Łukasz Godlewski. Głośno krzyczał  …”Dawaj Marcin do grupy, bo samemu będzie ciężko !!!” …No w grupie raźniej tylko nie ma do kogo, bo z tyłu pusto, a do dwóch gości z przodu, jakieś 150 m. Na 10 km strzeliłem sobie „żelik”, organizm dawał znać, że trochę moc spada, na punkcie łyk zimnej wody i dalej z wiatrem ku mecie. Na 12 km dobiegł do mnie Wojtek Oliński, pogadaliśmy chwile i zaczęła się wspólna ciężka praca już do samej mety. Nawrót na Janka Wiśniewskiego, tu wiatr w przeciwnym kierunku dał o sobie znać. Trochę wykorzystałem okazję, że przed nami biegł trochę wyższy zawodnik i się za niego schowałem. Jednak jego tempo było za wolne. Pobiegliśmy z Wojtkiem razem, mocniej, wzajemnie się nakręcając. Kolejny podbieg na wiadukt, zbieg, zakręt, łyk cholernie zimnej wody, żel … i wisienka na torcie, czyli drugi raz Świętojańska :) O dziwo czułem, że moc w nogach jest i poleciałem „ile fabryka dała”. Już blisko do mety, zerknąłem na zegarek na 20 km …"Jest szansa na 01:18 !!!! … jeszcze tylko bulwar, Skwer Kościuszki, … i META !!! Zegar główny pokazał czas 01:18:25.  Zatrzymałem stoper, u mnie 1:18:20, dystans 21,36 km  .... Jest radość, ale i mały niedosyt, że upragniony wynik był tak blisko. Jestem zadowolony, ale wiem że złamanie 01:18 jest realne i będę się tego trzymał :)

Na zakończenie pizza we Flaucie piwko, piwko, pizza i powrót wesołym autobusem do Malborka :) Wracam za rok do Gdyni bo jest cel i muszę go zrealizować :)

 

- AGATA BARNAŚ -

Wyjazd na „połówkę” do Gdyni miałam zaplanowany już jesienią 2017. Mimo że czasu było dużo, bardzo szybko nadszedł dzień startu. W niedzielę, 18 marca, szykował się fajny, wspólny wyjazd z mega pozytywnymi ludźmi z różnych grup biegowych naszego, pięknego miasta Malbork. Plan treningowy do półmaratonu realizowałam na raty, ale mimo wszystkich przeciwności losu udało mi się przygotować do startu. Bieg jak co roku budził we mnie emocje również ze względu na warunki pogodowe, w sobotę zapowiadało się ekstremalnie ... w dniu startu zaskoczenie, NIE WIAŁO, jedynie temperatura nas nie rozpieszczała w trakcie biegu. Ale to i może dobrze, że było tak mroźno, bo lepsze chłodzenie organizmu było. Bieg był szybki i wymagający mimo w miarę płaskiej trasy. Kilometry uciekały na wyprzedzaniu kolejnych grup zawodników, a mi się biegło rewelacyjnie, dopiero na 12km  dopadł mnie lekki kryzys, minął szybko i mogłam dalej walczyć. Nawet słynna ulica Świętojańska nie była w stanie mnie zatrzymać. Końcówka na bulwarze okazała się wyzwaniem. Napięcie i ból łydek na ostatnich kilometrach podniosły adrenalinę i chęć ukończenia jak najszybciej 21 "keamów". Na metę wpadłam z czasem 01:37:04 z nową życiówką, Czas poprawiony w stosunku do roku ubiegłego o ponad minutę. Fotka na mecie idealnie pokazuje, że walka trwała do końca i była to ogromna satysfakcja, że udało się ukończyć ten bieg bez skurczu na końcówce. Mimo mocnego tempa miałam  jeszcze zapas mocy, wiem że stać mnie na szybszy bieg, więc jest szansa na poprawienie wyniku, planuję jesienią kolejny start.

Należy wspomnieć o kibicach, którzy dzielnie wspierali nas na mrozie na Świętojańskiej i dodawali sił POZYTYWNYMI emocjami. Dziękuję Wam Kochani za doping i pamiętajcie dobro wraca. Po drugie muszę wspomnieć o moim osobistym „peacemakerze” Franku, który trzymał tempo i mobilizował do walki do samej mety!!!. Dziękuję Maciek! Mam nadzieję, że kolejny wspólny wyjazd Grupy Malbork będzie równie pozytywny jak ten który stał się już historią.

Dziękuję i pozdrawiam wszystkich biegaczy oraz gratuluje jeszcze raz wykręconych czasów.

 

 

- ŁUKASZ KUMKOWSKI -

Kolejny rok mojej przygody z bieganiem, to rok w którym chcę zadebiutować w maratonie. Przygotowania do zmierzenia się z królewskim dystansem w ramach Orlen Warsaw Marathon zacząłem w grudniu 2017r. Od tego czasu każdy trening, każdy start w zawodach jest drogą, która ma mnie doprowadzić do przebiegnięcia ponad 42  kilometrów podczas Narodowego Święta Biegania w Warszawie. Bardziej doświadczeni koledzy, podczas wspólnych treningów podpowiedzieli mi, że w okresie 4-6 tygodni przed startem docelowym, warto by było zmierzyć się z dystansem o połowę krótszym. Stanąłem przed wyborem, czy wystartować w jednym z najcięższych półmaratonów ulicznych w Polsce czyli Półmaratonie Ślężańskim, czy może powalczyć na szybszej trasie w Gdyni. Po krótkiej debacie z żoną, zapisałem się  na ONICO Półmaraton. Do Trójmiasta pojechałem z myślą aby powalczyć o nowy PB i złamać granicę 1:30h, ale na zasadzie „ mogę, ale nie muszę”- w końcu szczyt formy ma przyjść na Orlen. Może takie podejście okazało się przysłowiowym „kluczem do sukcesu” ? Ale po kolei….

W Gdyni, chwilę przed startem odnalazłem w tłumie Wojtka Nowakowskiego, który biegł na podobny czas oraz Daniela Tarasa będącego tego dnia pacemakerem na 01:30. Odliczanie, okrzyk START i ruszyliśmy. Pierwsze 3 km weszły luźno, bardzo luźno. Zapytałem Daniela czy aby nie biegniemy za wolno? W odpowiedzi usłyszałem - „zachowaj siły na mocniejszą końcówkę”. Doszedłem do wniosku, że  ma to sens,  nasz „zając” to przecież świetny zawodnik i pacemaker z wielkim doświadczeniem. Na 4km wokół Daniela zrobiło się bardzo ciasno od zawodników chcących łamać 1:30 h, więc razem z Wojtkiem postanowiliśmy wyskoczyć lekko do przodu. Przyjęliśmy plan… „biegniemy na zegarki”.  Na 10 km zerknąłem do tyłu, nad Danielem mieliśmy około 50 metrów przewagi. Na nawrocie, na 13 km przewaga zwiększyła do 100 metrów. W tym miejscu zaczęła się również walka z wiatrem wiejącym od czoła.  Mimo niesprzyjających warunków utrzymanie tempa w granicach 4.11- 4.14 min/km nie sprawiło mi większych problemów. Takie tempo utrzymałem aż do 19 km. Czułem, że mam zapas energii i na dwóch ostatnich kilometrach podkręciłem jeszcze tempo. Na metę wpadłem z nowym PB - 01:28:10. Życiówka poprawiona o ponad 6 minut !!! Chwilę za mną przybiegł Wojtek, a Daniel wzorowo doprowadził swoją grupę z czasem 1:29:57.

Podsumowując….. Sprawdzian formy zaliczyłem na 5+. Zostało 5 tygodni do maratonu. Widać, że treningi przynoszą efekt. Do debiutu na królewskim dystansie podejdę z wielką pokorą, ale też z dużą wiarą w siebie.

Na koniec podziękowania dla mojej żony, członków Grupy Malbork oraz wszystkich innych ludzi, z którymi miałem okazję wybrać się tego pięknego dnia do Gdyni.  Ustanowiliśmy wiele świetnych wyników. Niektórzy poprawili swoje życiówki, inni zaliczyli doskonałe debiuty. Tak więc atmosfera na powrocie była naprawdę świetna. Wielka PIĄTKA dla wszystkich.

Z biegowym pozdrowieniem Kumek

 

- MACIEJ FRANKIEWICZ -

"Połówka" w marcu to już pewna tradycja. Dawniej rozpoczęcie sezonu odbywało się w Warszawie, teraz startuje w Gdyni.  Zacząłem od pierwszej edycji i mam zamiar biegać w każdej tym bardziej, że w 2020 w Gdyni odbędą się Mistrzostwa Świata w półmaratonie. Gdynia to miejsce, które darzę pewnym sentymentem, tam debiutowałem w zawodach, w maju 2010. Bieg Europejski - GPX Gdyni w Biegach Ulicznych. Dziś, co prawda wole biegi terenowe i stronię od asfaltu, ale "połówkę" w Gdyni obowiązkowo muszę zaliczyć. Tegoroczny plan na przebiegnięcie zrodził się w autobusie, którym przyjechaliśmy dość liczna grupą. Zmontowaliśmy prawie 30 osobowy team składający się z zawodników różnych malborskich ekip biegowych. Oprócz Grupy Malbork byli Beztlenowi, Active Godlewski Runners oraz kilka osób niezrzeszonych. Mieliśmy też swoje wsparcie w postaci kibiców. Taki Wesoły autobus.

Wracając do strategii na ten dzień. Tak jak pisałem powyżej... Plan dnia zrodził się w autobusie, szybkie pytanie, szybka odpowiedź. Generalnie był podobny do tego ubiegłorocznego czyli ... "akcja zając". Właściwie w każdej edycji gdyńskiego półmaratonu kogoś prowadzę na PB.  W tym roku po raz drugi miałem przyjemność biec z Agatą.  Zadanie jakie mieliśmy do wykonania to atak 01:38 i poprawa "życiówki" z roku ubiegłego. W roli "zająca" w duecie z Agatą dobrze się biega, kilka razy już współpracowaliśmy na zawodach, czy to walcząc o podium czy lecąc na "życiówkę", wiem, że nie odpuszcza i zawsze walczy do końca, to ważne szczególnie w momencie kryzysu. Trasa w Gdyni do łatwych nie należy, jest kilka wymagających etapów, podbiegów, na których trzeba utrzymać tempo, mocna głowa jest tak samo ważna jak silne nogi.  

Po krótkiej rozgrzewce wbijamy w odpowiednie strefy startowe, mam A1 ale bez problemu mogę wejść do wolniejszej B1 bez obawy o karę czasową. Szukamy też Jacka, który miał lecieć na podobny wynik, niestety nie możemy go wypatrzyć w kolorowym tłumie biegaczy.  W międzyczasie ... START i ruszają na trasę wózkarze, elita oraz fala A1. Znak, że za 3 minuty ruszymy i my. 3..2..1.. START fali B1. Krzysiek już na początku rusza ostro do przodu.  Ma plan by wykorzystać półmaraton i w treningu pod Orlen utrzymać  tempo "na czas poniżej 01:35", my z Agatą robimy swoje.

Pierwsze 5 kilometrów to ciągły podbieg, najpierw ul. Świętojańską, potem al. Zwycięstw aż do stadionu miejskiego. Ten odcinek jest ważny, tu musimy trzymać na wodzy tempo, biec nie za szybko pod wpływem startowej euforii, gdy sił sporo a kibice pompują emocje. Lepiej pierwszą cześć kontrolnie wolniej polecieć, by mieć moc na końcówkę. Tuż przy zakręcie w Stryjską nieopodal Centrum Nauki Experyment widzimy pierwszych zawodników elity, za chwile mija nas Marcin wraz z grupą na 01:20, Wojtka i Łukasza nie dostrzegliśmy, są jeszcze na pętli wokół stadionu. Na tym etapie mają już około 2km przewagi nad nami, bardzo dobre tempo.  Za chwilę i my wracamy po okrążeniu stadionu i hali sportowej przy okazji pozdrawiając Joasię i Agnieszkę na mijance. Przed nami długa prosta, zbieg i przeciwny wiatr, co prawda niewielki, ale odczuwalny. Temperatura, mimo że ciągle idzie w górę oscyluje w granicach 1-2 stopni, idealna, świeci słońce, pogoda dopisała w tym roku, wyjdą piękne zdjęcia z trasy. Lecimy wykorzystując grupki zawodników, chowamy się za ich plecami i utrzymując równe, mocne tempo, co jakiś czas wyprzedzamy skacząc do kolejnej zasłony przed wiatrem. Ul. Władysława IV to długi zbieg, więc musimy go wykorzystać i wypracować zapas czasowy, przed nami, bowiem kilka podbiegów, na których pewnie stracimy kilkanaście cennych sekund.  Gdzieś na wysokości 8-9 km wpadamy na naszą ekipę kibiców, doping głośny dodaje nam skrzydeł.  Do tej pory biegliśmy wśród budynków, kolejne 6 kilometrów to dwie proste najeżone podbiegami na wiadukty i odsłonięte, więc wiatr tutaj trochę nam przeszkadzał. Mimo trudności na tym odcinku tempo nie spadło, każdy kilometr przybliżał nas do wyznaczonego celu.

Kryzys na połówce zazwyczaj przychodzi gdzieś miedzy 15-17 kilometrem. W przypadku naszej trasy najtrudniejszym fragmentem był podbieg ulicą Świętojańską do pokonania po raz drugi.  Dwa kilometry pod górkę główną ulicą Gdyni.  Kto biegł kiedykolwiek w Gdyni ten wie, że Świętojańska weryfikuje i bezwzględnie eliminuje wszystkich, którzy na początku ruszyli zbyt mocno. Nie bez powodu na tym odcinku najwięcej jest kibiców. To do nich należy wsparcie wszystkich walczących z podbiegiem. Osobiście lubię ten odcinek, właśnie ze względu na doping, u mnie wyzwala pozytywne emocje, dreszcze i na chwile zapominam o zmęczeniu, przybijam piątki i biegnę, co sił w kierunku zegara na samym szczycie podbiegu. Nie inaczej było tym razem, moc wzrosła słysząc naszych wiernych kibiców Monikę, Adama całą masę dzieciaków i mieszkańców Gdyni. Ten długi podbieg jak się okazało nie złamał naszego hartu ducha i pokonaliśmy go w bardzo dobrym czasie. Przed nami już tylko ostry zbieg aleją Piłsudskiego, tutaj nogi poszły w ruch i to, co zostawiliśmy na świętojańskiej odzyskaliśmy z nawiązką.

Ostatnie kilometry do mety tylko przyspieszaliśmy, na bulwarze zaczęliśmy wymijać wymęczonych biegaczy, to dodatkowo zmotywowało do walki, nawet wiatr nam sprzyjał. Co jakiś czas kontrolnie odwracałem się za siebie zerkając czy Agata utrzymuje tempo. Na tym etapie lekko zbladła, widziałem, że walczy ostatkiem sił, ale nie wymiękała. Do samego końca z zaciśniętymi zębami wyprzedzała kolejnych zawodników, to była walka o każda sekundę, o każdy metr, który przybliżał nas do mety. Wybiegliśmy na ostatnią prostą, tu doping kibiców był oszałamiający, spiker, trybuny pełne krzyczących ludzi, muzyka ... w tle zegar odliczający sekundy... pełen gaz, 200 metrów... 100 ... krzyczę do Agaty ... Nie zwalniaj !!!  Przyspieszamy na maksa!!! Wyprzedzamy jeszcze tych z przodu!!!! ....W sumie to nie wiem czy mnie słyszała, leciała na odcięciu już, skupiona, w pełnym pędzie przekroczyliśmy linię kończącą bieg ... MAMY TO !!! mamy nową "życiówkę", czas poprawiony o ponad minutę!!!! ...nowy rekord Agaty to 01:37:03 !!!  ...misja zakończona sukcesem!!! ...prawdę mówiąc to na mecie myślałem, że Agata mi zemdleje, zbladła jak ściana, widać, że dała z siebie wszystko na tych ostatnich kilometrach. Trochę się przestraszyłem, ale jak przegoniła ratownika to wiedziałem, że jest OK.

Doczłapaliśmy się razem po medal... Piękny ten kawałek metalu, w Gdyni zawsze fajne medale mają. Krzyska zgarnęliśmy tuż za bramkami, nakręcił 01:33:21... Jak na trening to naprawdę świetny wynik.  Zimno się robiło to szybko zwinęliśmy się na zupę (w tym roku była wyśmienita) i do autobusu żeby się przebrać w "cywilne" ciuchy... szybko, szybko, bo we Flaucie after party... Ale to już inna historia, imprezy wyjazdowe GM kończą się zawsze tak samo... Sprawę trzeba opić, a że towarzystwo wyśmienite to toastów było sporo. ZA ŻYCIÓWKI !!!  ... Za rok znowu widzimy się w Gdyni 

Fotki wykorzystane w artykule autorstwa: Maciej Frankiewicz, Wojciech Tołkacz, Hernik Team, Spójnia Foto, Jacek Kmieć, www.gdyniasport.pl, www.maratomania.pl

ONICO Gdynia Półmaraton - 18-03-2018 - Gdynia (21,097 km)
Lp Imię i Nazwisko Miejsce w Open Czas netto Miejsce w kategorii
1 Marcin Tur 50/5898 01:18:18 (rż) 25 (M-30)
2 Łukasz Kumkowski 265/5898 01:28:10 (rż) 124 (M-30)
3 Wojciech Nowakowski 278/5898 01:28:34 (rż) 65 (M-40)
4 Krzysztof Barnaś 549/5898 01:33:21 246 (M-30)
5 Maciej Frankiewicz 872/5898 01:37:02 248 (M-40)
6 Agata Barnaś 875/5898 01:37:03 (rż) 27 (K-30)
7 Jacek Kmieć 1032/5898 01:38:34 (rż) 303 (M-40)
8 Marzena Nowakowska 2912/5898 01:52:52 (rż) 123 (K-40)
9 Maciej Wiśniewski 3193/5898 01:54:38 968 (M-40)
10 Joanna Kumkowska 3936/5898 02:00:03 (rż) 85 (K-30)
11 Agnieszka Masys 4035/5898 02:01:01 (rż) 78 (K-40)