foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Z PIEKŁA DO NIEBA .... 6_OWM_2018

Warszawski Orlen Maraton to jeden z ulubionych maratonów biegaczy. Tak przynajmniej wnioskowałem z rozmów moich znajomych mających już na koncie tę imprezę. Dwa lata temu nie byłem jeszcze na tyle dojrzałym biegaczem, by podjąć wyzwanie, a biec, by przebiec to nie było w moim stylu. Chciałem się przygotować jak należy, by móc powiedzieć na mecie, że zapisuję się na kolejny, a nie wykrzyczeć co ja tu k.... robię :)

Gdy w 2017 roku zadebiutowałem w maratonie, czułem niedosyt. Wybrałem wtedy na swój debiut odległy od Malborka raptem 60 kilometrów Gdańsk. Miasto, które zajmuje wyjątkowe miejsce w moim sercu. Zrobiłem to w mieście, w którym było wiele istotnych dla mnie wydarzeń. Przebiegłem wtedy ten ''wietrzny'' maraton w czasie 03:42:38, mimo że do godziny przed biegiem nie wiedziałem jaką taktykę obrać . Zdecydowałem się, że pobiegnę na 03:45:00 i udało się, mimo że w końcówce bardzo opadłem z sił a walka była okrutna. Powiedziałem sobie wtedy, że za rok lecę Orlen i powalczę o lepszy czas oraz styl. Zapisałem się jak najszybciej tak by nie było już odwrotu. W styczniu przystąpiłem do przygotowań. Powiedzmy, że mój plan, jaki sobie założyłem w przygotowaniach wykonałem w 85 %. Dlaczego tylko tyle? Brakowało kilka długich wybiegań takich po 30 km, był więc niepokój, ale i ciekawość. Ciekawość na ile mnie stać po roku od debiutu na królewskim dystansie.

Na starcie pojawiłem się oczywiście z moją żoną, która także dzieli ze mną pasję do biegania. Marzena ma rachunki do wyrównania na tym dystansie tak jak i ja więc w bojowych nastawieniach, ale i z drobnymi urazami oczekujemy na wystrzał startera. Marzena kilka dni przed Orlenem doznała kontuzji kolana, a mnie od kilku miesięcy męczy przy dłuższych wybieganiach "dwugłowy". Postanowiłem, że "pójdę w trupa" i powalczę o 03:25:00. Podczas przygotowań wsłuchiwałem się w mój organizm, a on podpowiadał mi, że ten czas jestem w stanie osiągnąć.

3.2.1.. Start ! Poszli ... Pierwsze kaemy mijały szybko i równo - tempo po 4:47 km/min. Tak połykałem dystans na biegu, z którego tego dnia czerpałem szczerze przyjemność. Mimo że z nieba lał się żar leciałem cały czas równo w granicach 4:45-4:48. W mojej głowie zaczęły snuć się przemyślenia typu ''stary, ale jesteś mocny! ..... Może tak w końcówce przyciśniesz i rozwalisz system ?''Co jakiś czas myśl o Marzenie czy daje sobie radę z tym cholernym kolanem i czy wytrzymuje ten upał.

Gdy na 25 kilometrze zmieniliśmy kierunek biegu i wbiegliśmy na ścieżkę przy ulicy Przyczółkowa, inicjatywę w tej walce zaczął przejmować Maraton. Takiego wiatru to się nie spodziewałem. Na 29 kilometrze Wilanowska i nadal pod wiatr, moje tempo od 25 km zaczęło spadać po 10 sekund na kilometr. Od 30 do 35 kilometra na Jana III Sobieskiego wiatr zbierał żniwa nie tylko u mnie, ale także u innych biegaczy. W głowie powstał chaos i wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Tempo spadło po kilkanaście sekund na kilometr, a w niektórych przypadkach po kilkadziesiąt sekund. Do tego myśli, co z Marzeną? Jak ona poradzi sobie z tymi warunkami?

Na 36 kilometrze wiatr jakby zmienił kierunek, ale co z tego skoro mój organizm był tak zmęczony tą walką, że nie mogłem z siebie wykrzesać choćby odrobinę mocy. No domiar złego mój dwugłowy ciągnie mnie już na peron i pociąg powrotny do domu. Na punktach z wodą brałem po trzy kubki. Byłem tak wykończony, że zacząłem snuć pomysły: .... "by może tak resztę trasy przejść?... Zaraz człowieku, jakie przejść pogięło Cię do reszty?... Prawie cztery miesiące przygotowań, setki przebiegniętych kilometrów, podróż do Warszawy, a ja bredzę coś o przejściu. Przecież moim marzeniem było złamać 03:30:00 a 03:25:00 to taki mój cichy plan, który nie musiał wcale się powieść.

Jest 40 kilometr moje ciało pływa po jezdni raz bardziej w prawo raz w lewo, mięsień dwugłowy mnie zaraz zabije. Zebrałem w sobie odrobinę trzeźwego spojrzenia na sytuację i szybka kalkulacja. Na ile jestem w stanie dobiec przy tej stracie na ostatnich 15 kilometrach. Wychodzi na to, że mogę złamać 3:30, ale pod warunkiem, że przyspieszę a dystans nie okaże się dłuższy o kilkaset metrów.

Na moście Świętokrzyskim wiem, że już nie daleko. Wbiegam pod stadion i walczę już na pół przytomny sam ze sobą. Na horyzoncie ukazuje mi się brama a na niej napis META 1 km !!! To był najdłuższy kilometr w moim życiu. Myślałem, że padnę 200 metrów przed metą i zrobię niezłe Show. Zaciśnięte zęby i ogień do końca, WPADAM NA METĘ !!! Czas 3:29:47 Umieram !!! Pić , pić ,pić.
Udało się, mimo że mógł to być mój najgorszy koszmar okazało się, że nadzieja umiera ostatnia.

Marzena dobiegła z czasem 4:40:34 i jak się później okazało od piątego kilometra walczyła z kontuzją kolana. Pokazała bardzo dużą wolę walki i determinację. Jesteś Najlepsza Kochanie! Pozostają wspaniałe wspomnienia i oczywiście to nie moje ostatnie słowo. Czy zrobiłem to w lepszym stylu? Ciężko mi to ocenić, na pewno zrobiłem to szybciej i to aż o prawie 13 minut :)
Pozdrawiam całą ekipę z GM, która tego dnia także walczyła w Warszawie.

Orlen Warsaw Marathon 2018 - 22-04-2018 - Warszawa (42 km)
Lp Imię i Nazwisko Miejsce w Open Czas netto Miejsce w kategorii
1 Wojciech Nowakowski 962/4445 03:29:47 (rż) 361 (M40)
2 Marzena Nowakowska 3709/4445 04:40:34 (rż) 171 (K40)

-WOJCIECH NOWAKOWSKI-

P.S. zdjęcia wykorzystane w reportażu zostały pobrane ze fanpage Facebook organizatora oraz z archiwum autora.