foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Jechałam na zawody tak na luzie, normalnie, bez stresu. Byłam spokojna, bo wiedziałam, że nie będę musiała z nikim rywalizować, tylko dzielnie kibicować innym uczestnikom. Kocham maszerować, biegać i ...kibicować. Sprawia mi to przyjemność. Wyjazd był o godz. 7:00 koło Bricomarche. II grupa uczestników miała na nas czekać o g. 7:10 koło Lotosu. Wstałam więc na spokojnie o g. 5.30. Zrobiłam kawę i... herbatę w termos (podobną do tej, co robi Baśka – kto pił Jej herbatę to wie o jakiej piszę, a kto nie pił...hmmm… to niech żałuje) , ponieważ na zewnątrz oprócz słońca królował tęgi mróz. Taka „grzańcowa” herbata była więc idealna na tę pogodę. Kiedy truchtałam w niedzielę przed g. 7:00 na umówione miejsce zbiórki Malbork spał jeszcze smacznie. Tylko kilka osób z GM , Beztlenowych oraz Daniela z Active można było o tej porze spotkać oraz moją kuzynkę, Angelikę, która także wstała wcześnie, żeby wspierać dopingiem biegaczy. Mnie rano wsparła zaś, przynosząc kawę, którą wypiłam na dalszy miły początek dnia....

Z uśmiechem na ustach poinformowałam kierowcę autobusu, że będzie wiózł „wesoły autobus”. Obserwowałam dokładnie wszystkich, którzy byli w zasięgu mojego wzroku. Przyglądałam się, jak ludzie, biorący udział w zawodach, nie tylko ze względów wygranej, ale również dla zabawy, przygotowują się i stresują zarazem. Za każdym razem jest tak samo, ten sam stres, zdenerwowanie i chęć poprawienia czasu. No, cóż…. „wesołego autobusu” na razie nie było. Sportowcy byli skupieni, poważni, zestresowani... Ja – nie. Pijąc „izotoniki” z Adamem próbowałam wydobyć imiona „Beztlenowych”, których gościliśmy na pokładzie naszego „dyliżansu”, żeby im imiennie dopingować. „Niebiescy” byli jednak za bardzo zestresowani. Jak to poinformował mnie Adaśko :„Byli nieufni, bo obawiali się, że nasza gościnność, to tylko próba cichego wyeliminowania konkurencji”. Nie dowiedziałam się więc ich wszystkich imion. Stwierdziłam, że bezpiecznie będzie im kibicować nazwą Klubu Sportowego, który reprezentują.

Mimo tego, że było trochę zimno, to atmosfera wśród uczestników była bardzo gorąca. Pasja tych wszystkich ludzi do biegania wcale nie przeszkadzała w tym, że była to niedziela rano, że wiele osób było po ciężkim tygodniu w pracy, że mogli ten dzień spędzić w łóżku przed telewizorem. Dla większości z nich to była okazja do spotkania się z ludźmi, którzy dzielą z Tobą Twoją pasję, którzy kochają biegać i mieli okazję spotykać się w wyborowym towarzystwie biegaczy w takiej pięknej zimowej scenerii.

„Kumki” na przodzie autobusu czuli ciągle morską bryzę i zimową aurę. Moje nieustanne namawiania na ogrzanie się różowym swetrem i czerwoną kurtką mieli jednak za nic. Mi było gorąco. Robił to poziom endorfin w mym ciele, nastawiony na kibicowanie. Nie biegam tak długich dystansów, jak moi znajomi, czy przyjaciele, ale podziwiam tych, którzy tyle biegają. Ich zapał i silną wolę. Wstałam w niedzielę o 5. 30 dla nich. Ale cóż się to ma do tego, jak oni trenują zimą, jesienią... o każdej porze. W deszcz, w skwar. Oni biegają. Biegają i podciągają formę przed różnymi startami. Nie dlatego, że to ich zawód i poniekąd muszą. Biegają bo lubią, bo tak wybrali, bo chcą. Podziwiam ich za to.

Szykuję dla nich: pompony, piszczałki, kołatki i ... dwie ręce do klaskania oraz dwie nogi do skakania. To wystarczy. Mój głos jest donośny, że ci, do których krzyczę dobrze mnie słyszą Nawet, jak pomylę imię podczas kibicowania, wiedzą, że do nich jest kierowana ma pozytywna energia. Paweł tego przykładem... Czują to… Kibicuję im bo to dla mnie wielka frajda i mnóstwo pozytywnych emocji Chcę dodać otuchy, napędzić do działania moich bliskich. Wbrew jakimkolwiek pozorom, dopingowanie i kibicowanie dodaje startującym powera.

Strzał startera wywołał we mnie mnóstwo emocji. Kiedy pierwsi biegacze wyłaniali się zza zakrętu, we mnie budziły się niespodziewane emocje. Nie takie , jakby zza zakrętu wyłaniałby się jakiś celebryta, gwiazda filmowa lub znany muzyk. Nie ! To było coś więcej ! Bo to była bliska mi osoba. To była Aga, Krzysiek, Kmiecie, Barnasie , Franek, Daniel, Kumki…. Adrenalina skakała, człowiekowi też chciało się skakać, bić brawo i dodawać otuchy. Emocje były większe bo wśród biegaczy byli moi znajomi, przyjaciele. Wypatrywałam znajomej twarzy w tłumie. Emocje sięgały zenitu, gdy ów przebiegał tuż koło mnie. To niezwykła radość, euforia, tym dziwniejsza, że cieszył mnie czyjś wysiłek, pot, obtarcia na nogach i bóle mięśni. Ale tak naprawdę, to cieszyłam się na zapas z biegaczami, myśląc o linii mety, myśląc o dumie z ukończonego biegu, nagrodach materialnych lub symbolicznych medalach. Cieszyłam się, że byłam tego częścią. Bo choć maratony, półmaratony i inne biegi tworzą głównie biegacze, to kibice są ich swego rodzaju dopełnieniem. I bardzo miło mi słyszeć z ust biegaczy, że doping kibiców jest dla nich bardzo ważny.

Po Kenijczykach na horyzoncie zaczęły się pojawiać mniejsze i większe grupki biegaczy. Wypatrywanie kogoś w takiej plątaninie głów, nóg, kolorowych strojów, bidonów i balonów pacemarkerów, to nie lada sztuka, od której bolą oczy. Kibice zasłaniają. Policjanci gwiżdżą , żeby kibice zeszli ze strefy dla biegaczy. Mają rację bo ja regulaminowo stoję poza barierkami i wypatruję nerwowo „swoich”. O jejku ! Jest ! Jest ! Bartek z „Zantyr Sztum”, Wojtek, Daniel, Łukasz, Agata, Franek ! ...i jest ...O jejku ! Jest „Rozi „ ze swą dziewczyną ! Przyjechali z Norwegii, ale moje sokole oko ich wypatrzyło w tłumie. Ale jest, jest! Jest Aga z Krzyśkiem ! Jakiś pozytywny szał mnie ogarnął. Krzyczałam: „Aga! Aga!”, machałam kołatką, wiwatowałam. Moja biegaczka machała mi i biegła dalej. Nie wygląda w ogóle na zmęczoną. Gdy przebiega, postanowiłam iść na kolejny punkt kibicowania.

Tłumy innych kibicujących krzyczeli. Ale nam zrobiono fotkę : Angelice, Adamowi i mi bo tak było nas głośno, że nas postanowiono uwiecznić. Zaprzyjaźniłam się z kibicami z Warszawy. Kibicowałam innym biegaczom. Kiedy czekam na ‘moich’ zawodników dopingowałam tym, zupełnie mi nieznanym. Kiedy mogę, staram się wypatrzyć ich imiona na koszulkach i wywoływać ich po imieniu. Zdziwienie na twarzach zwykle szybko ustępuje uśmiechowi. To bezcenny widok. Czułam wibrującą radość i ekscytację.

Znów biegną moi : Beatka ! Aga ! Krzysiek…. Czekałam z niecierpliwością na linii mety na każdego zawodnika, a w szczególności na bliskie mi osoby. W takiej chwili na twarzach uczestników było już widać wielką ulgę oraz ogromną dumę, że dali radę. Otucha dla uczestników, wręczenie medalu, podanie dłoni, gratulacje, to również coś, na co oni czekają. Dzień był chłodny, udali się sportowcy do autobusu, żeby się przebrać. Tam trwało kompletne szaleństwo. Gratulacje, przybijanie piątki... To był naprawdę niezwykły dzień, a akumulatory pozytywnej energii naładowałyśmy do maksimum. Po biegu przyszedł czas na ciepłe posiłki w Karczmie „Flauta”. Tam zostawiliśmy w zielonej butelce kolejny miły liścik z pozytywnymi emocjami. Wtedy też poznałam już wszystkie imiona „Beztlenowych”. - Ach, Heniu, ach ten Heniu ! - Ach, Krzysiu, ach ten Krzysiu !

Hmmm….nie jest prawdą, to co napisała Aga , iż : „ Walczyłam, przegrałam „ . Wszyscy biegacze byli zwycięzcami ! Są zwycięzcami ! I nie jest prawdą też to, co napisałam na początku: „Jechałam na zawody tak na luzie, normalnie, bez stresu. Byłam spokojna, bo wiedziałam, że nie będę musiała z nikim rywalizować, tylko dzielnie kibicować innym uczestnikom”. Byłam zestresowana na maksa, żeby im się powiodło. Przejmowałam się każdym, a najbardziej Beatką, dla której nie zdobyłam plastra, jakże jej wówczas potrzebnego. Zamiast tego wypowiedziałam słowa: „To na szczęście !”  ...i tak też się stało. Zrobiła „życiówkę” ! Inni też zrobili ! Wielkie brawa dla Was Kochani ! Gratulacje !

A potem to... żyli długo i szczęśliwie…..do kolejnego biegu…. i do kolejnej integracji, ponieważ powrót już nazwałabym „wesołym na maksa autobusem”. Oj, działo się, działo…ale, to inna historia i wspomnienia

 -  Ach, Krzysiu, ach ten Krzysiu !  ….- Ach , Aga , ach ta Aga ! ….

 -MONIKA KOSIANOWSKA-

fotki wykorzystane w artykule autorstwa: Maciej Frankiewicz, Wojciech Tołkacz, Hernik Team, Spójnia Foto, Jacek Kmieć, www.gdyniasport.pl